Zbyszek i ZZSK

Zbyszek i ZZSK

Mobilizuje mnie moja ukochana Ela. Z nią żyje się ciekawie i radośnie. Chyba można nazwać to szczęściem.

Mam na imię Zbyszek i mam 37 lat. Pierwsze bóle kręgosłupa odczuwałem mając 16-17 lat. Prawdopodobnie wtedy zacząłem chorować na ZZSK. Żyjąc w niewiedzy leczyłem się domowymi sposobami, które tylko zmniejszały ból. A czas uciekał.

PIERWSZE OZNAKI CHOROBY I DIAGNOZA

Pierwszy ostry atak odczułem w czasie odbywania Zasadniczej Służby Wojskowej, mając 20 lat. Pomimo zwiększonych dolegliwości z potwornym bólem ból w biodrze, wojsko zbagatelizowało sprawę. Po wojsku podjąłem pracę fizyczną, dalej nic nie wiedząc o swojej chorobie. Nasilił się ból biodra i kręgosłupa. Poszedłem do młodego wiejskiego lekarza, który przepisał mi leki przeciwbólowe - wziąłem całą serie. Pracowałem ciężko i cierpiałem, tak do 27 roku życia. Wtedy to pani doktor z pobliskiego wiejskiego ośrodka zdrowia po wywiadzie stwierdziła u mnie ZZSK. Na długie następne lata pozostały mi tylko najsilniejsze środki przeciwbólowe. Mniej więcej tyle trwało moje cierpienie, ciężka praca, pieka nad coraz bardziej chorą mamą, gospodarzenie na ziemi, aby utrzymać siebie oraz czterech dużo starszych ode mnie braci, którzy nie oszukujmy się lubili rozrywkowe życie. Mama pomimo swojego podupadającego stanu zdrowia wymusiła na mnie kolejną wizytę w ośrodku zdrowia, co poskutkowało co półroczną rehabilitacją i sporadycznie branymi lekami przeciwbólowymi. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia i samopoczucia porzuciłem dobrze płatną pracę jako cieśla-dekarz. Ważnym aspektem całej historii mentalność najbliższego otoczenia. Ponieważ brakowało pieniędzy, za namową sąsiadki, zwróciłem się do powiatowego ośrodka orzekania o niepełnosprawności o pomoc. Przyznany ?lekki stopień? pozwolił mi na uzyskanie w GOPS-ie zasiłku pielęgnacyjnego nad ciężko chorą mamą. Priorytetem dla mnie była opieka nad mamą i utrzymanie podupadającego gospodarstwa oraz wyżywienie braci, którzy nie chcieli zauważyć mojej choroby i cierpienia. Trwało to tak 13 lutego 2012 roku, dnia w którym zmarła moja mama. Rok wcześniej poznałem moją obecną partnerkę Elę. Już wtedy czułem się tolerowany ale nieakceptowany do końca w swoim wiejskim środowisku - krzywy, sztywny bez szans na lepszą przyszłość, ale z wiecznym uśmiechem na twarzy. Po przeżyciu ciężkiego okresu, pogodzenia się ze śmiercią mamy, zaczęliśmy z Elą szukać dla mnie pomocy. Pierwszym sukcesem był pobyt w powiatowym szpitalu, konkretne badania pod kierunkiem dr. Mazura, uświadomienie mnie nt. choroby i sugestie co do leczenia biologicznego W międzyczasie wieloletni wysiłek fizyczny, trudy codzienności, niedojadanie spowodowały lekki zawał. Ale to nie koniec przykrych faktów, kolejny szok przeżyłem z powodu stwierdzonej wady wzroku i 70-procentowej utraty słuchu w lewym uchu. Bardzo istotną rolę odegrała też Jola Antoniuk, pracownik CARITAS w moim powiatowym mieście, do której chodziłem po pomoc. Dzięki jej zaangażowaniu zostałem pokierowany do Caritas Lublin, gdzie dostałem pracę dla niepełnosprawnych. W czasie pobytu w Lublinie, otworzyłem się na ludzi, zaakceptowałem siebie, zrozumiałem i pogodziłem się z codziennym bólem. Dążę do coraz szerszego zdobywania wiedzy na temat ZZSK. Czy jestem bohaterem? Nie czuję się nim. Za to czuję się pionierem w wiejskim środowisku, z którego się wywodzę. Ponieważ dzięki nabytej otwartości podjąłem naukę w wymarzonym liceum. Obecnie moja choroba jest pod kontrolą, staram się nie dopuścić do tragedii? czyli wózka. Mobilizuje mnie moja ukochana Ela. Z nią żyje się ciekawie i radośnie, chyba można nazwać to szczęściem.

Chcesz porozmawiać?
Zapraszamy na nasze dyżury - Facebook/ReumatyzmMaMłodaTwarz

Poniedziałek: Monika (MIZS), 18:00-19:00
Wtorek: Dominika (choroba Stilla), 19:00-20:00
Środa: Agnieszka (RZS), 18:00-19:00
Czwartek: Asia (MIZS), 18:00-19:00
Piątek: Kasia (RZS), 16:00-17:00
Niedziela: Bartosz (Toczeń), 18:00-19:00

Zapraszamy!